f5.6, 300mm, IS0 200, 1/1000s

 

Od kilku lat bywając na rozmaitych imprezach lotniczych siłą rzeczy napatrzyłem się na wszelkiego rodzaju aparaty i obiektywy. Właściwie na przestrzeni tego czasu na pokazach dominują dwie marki – Nikon i Canon jeśli chodzi o body, a w przypadku obiektywów dochodzą jeszcze producenci niezależni czyli Sigma i Tamron. Pozostałe marki wśród miłośników lotnictwa pojawiają się naprawdę sporadycznie, przy czym nie mówię tu o olbrzymiej rzeszy widzów, która chce zrobić po prostu pamiątkowe zdjęcie z pikniku, ale o świadomych fanach fotografii lotniczej.
Niedawno czytając informacje o nowym obiektywie Zuiko Digital 300 mm f/4.0 ED IS PRO zacząłem się zastanawiać, jak sprawdziłby się on w tej niełatwej dziedzinie fotografii. Szkła tej serii są powszechnie cenione ze względu na jakość obrazu oraz solidną budowę. W połączeniu z Olympusem OM-D E-M1 Mark II mógłby stanowić interesujący zestaw. Dzięki uprzejmości firmy Olympus Polska, podczas dwóch dni na Air Show 2017 w Radomiu, miałem okazję przekonać się, co taki zestaw potrafi.

Na początek spójrzmy na samo body czyli E-M1 Mark II. Nie będę rozpisywał się o wszystkich jego parametrach, wszak mnóstwo jest recenzji tego aparatu. Skupię się jedynie na tych funkcjach, które według mnie są istotne w fotografii lotniczej.

  • Ergonomia (z zapiętym obiektywem Zuiko 300 F4 PRO) – bardzo dobrze leży w dłoni. Bez zmęczenia można podążać za szybko przemieszczającymi się obiektami przez cały dzień pokazów. Kilka programowalnych przycisków oraz 3 tryby “custom” pozwalają bez problemu skonfigurować szybki dostęp do potrzebnych funkcji. Całkowita waga takiego zestawu to 1844g.
  • AF – 121 punktów krzyżowych sprawnie wykonuje swoją pracę. AF nie ma problemów z trafieniem z ostrością. Ja używałem trybu CF w kombinacji z celem grupowym w kształcie krzyża. Jeśli nadąży się z utrzymaniem obiektu w polu ostrości, AF trafi praktycznie za każdym razem. Procent skuteczności określiłbym na powyżej 90%.
  • Szybkostrzelność – bufor tego aparatu robi naprawdę fenomenalne wrażenie. Aparat potrafi ogniem ciągłym zapisywać 15kl/s przez kilkanaście sekund. Przypomina to odgłos karabinu maszynowego. Z moich doświadczeń wynika, iż najefektywniejsze są krótkie serie, które nie powodują lagów w elektronicznym wyświetlaczu. Dostępny jest też super szybkostrzelny tryb 60kl/sek. Moim zdaniem w fotografii lotniczej może mieć on zastosowanie wtedy, gdy jesteśmy pewni, iż chcemy mieć dane ujęcie bardzo szczegółowo zapisane. Jednak w praktyce rzadko mamy na to wpływ, choć oczywiście miło mieć taką możliwość. Jeśli doprowadzimy do przepełnienia bufora warto mieć w aparacie szybką kartę CF, która zminimalizuje czas zrzucenia zdjęć.
  • Wizjer elektroniczny – to element, którego się najbardziej obawiałem. Opóźnienie rzędu 6ms jest prawie niezauważalne, jednak przy fotografowaniu seriami z jednoczesnym szybkim przemieszczaniem da się odczuć spowolnienie w wyświetlaniu. Po pewnym czasie udało mi się jednak przyzwyczaić i bez problemu podążać za obiektem. Na plus należy zaliczyć fotografowanie ze słońcem w kadrze, co nie powoduje chwilowego “oślepienia” jak w przypadku wizjera optycznego.
  • Matryca – 20,4Mpix czyli 5184 x 3888. Mało to czy dużo? Moim zdaniem w większości przypadków powinno wystarczyć, choć patrząc na trendy na rynku fotograficznym w następnych modelach wartość ta zostanie z pewnością powiększona. Tym niemniej, jeśli obiekt wypełni kadr nie ma najmniejszych problemów z rozdzielczością. Jeśli jednak chcemy mocno kropować, mogą pojawić się problemy z jakością. Wraz ze wzrostem ISO szum narasta dość regularnie i nie jest trudny do usunięcia.
  • ISO – oczywiście najlepiej utrzymywać je na jak najniższym poziomie. Na szczęście, większość akcji w fotografii lotniczej dzieje się na tle jasnego nieba, więc zazwyczaj nie jest to problem. Świetnym patentem jest skonfigurowanie funkcji autoiso. U mnie sprawdziła się wartość minimalnego czasu rzędu 1/1000 lub 1/1250 i maksymalnego ISO w okolicach 3200 lub 6400. Znakomita większość zdjęć i tak wyjdzie na natywnym ISO 200.
  • Akumulator – bez problemu wykonałem nim ponad 1000 zdjęć w trybie ciągłego śledzenia. 2 baterie zapewniają cały dzień fotografowania na pokazach. Pełne naładowanie akumulatora trwa około 2 godzin.

 

f5.6, 300mm, IS0 200, 1/1000s

 

Spójrzmy teraz na obiektyw Zuiko 300 F4 PRO pod kątem fotografii lotniczej. Moim zdaniem warto przymknąć go do F5.6, gdzie osiągniemy jego maksymalną zdolność rozdzielczą. W przypadku gdy brakuje nam światła, można bez problemu operować w pełni otwartą przysłoną, gdyż nawet przy F4 jest on bardzo ostry. Przyznam szczerze, iż jakość obrazka w dobrych warunkach oświetleniowych jest naprawdę imponująca. Nawet najmniejsze szczegóły są dobrze odwzorowane. Aberracja i winietowanie świetnie korygowane. Dodatkowo obiektyw wyposażony jest w bardzo przydatną funkcjonalność.

  • IS – należy oczywiście włączyć. Przy użyciu telekonwertera 1.4 (odpowiednik 840mm na pełnej klatce) udało mi się wykonać ostre zdjęcia szybko poruszających się samolotów i śmigłowców przy czasie 1/125. Oczywiście sporo zależy od wprawy w panoramowaniu i wyczuciu zestawu, ale ten wynik przy dłuższym treningu można spokojnie poprawić.
  • 3 zakresy pracy AFu. W naszym przypadku należy wybrać zakres 4m–∞, który skróci czas ustawienia ostrości na obiektach poruszających się dalej niż 4m.

Fajnym patentem jest też zintegrowana osłona przeciwsłoneczna. Dzięki temu zawsze mamy ją przy sobie i nie sposób jej zgubić.

Warto poruszyć tu również kwestię współpracy z dedykowanym telekonwerterem. TC 1.4x to leciutkie maleństwo przypominające obiektyw pancake. Po jego podłączeniu tracimy 1 działkę światła zyskując 40% dłuższą ogniskową. Zatem z 300mm robi nam się 420mm a przy uwzględnieniu mnożnika x2 wynikającego z wielkości matrycy mamy odpowiednik 840mm na pełnej klatce. Doprawdy imponująca wartość. Z moich obserwacji wynika, iż podobnie jak przy gołym szkle warto przymknąć ten zestaw o 1 działkę do poziomu F8. Nie zauważyłem znaczącej degradacji optycznej wynikającej z użycia telekonwertera, więc jeśli sytuacja tego wymaga warto po niego sięgnąć.

 

f8, 420mm (TC x1.4), ISO 1600, 1/1600s

 

No i na koniec moja osobista opinia. Czy powyższy zestaw nadaje się do fotografii lotniczej? Moim zdaniem jak najbardziej. Otrzymujemy profesjonalny zestaw, w którym zdecydowanie więcej jest zalet niż wad. Przede wszystkim świetną jakość optyczną szkła Zuiko z wydajnym systemem stabilizacji i trzyzakresowym limiterem odległości AF. Zasięg 600mm z pełni używaną przysłoną F4 oraz dobrą współpracą z TC 1.4. Ponadto niezawodny AF z ogromnym buforem i szybkostrzelnością karabinu maszynowego, dzięki której będziemy mieli szansę uchwycić szybko zmieniające się sceny. Świetną ergonomię, co pozwala bez zmęczenia fotografować cały dzień, a wierzcie mi machanie zestawem 1,8 kg a 3 lub więcej kilo robi olbrzymią różnicę. Elementy, które według mnie warto by ulepszyć, to większa matryca umożliwiająca swobodniejsze kadrowanie oraz pewne opóźnienie wizjera elektronicznego przy wykonywaniu dłuższych serii. Nie są to elementy decydujące, tym niemniej dla pełnego obrazu warto je zaznaczyć.

Reasumując zestaw Olympus E-M1 Mark II z obiektywem Zuiko 300 F4 PRO spełnia bardzo ostre kryteria sprzętu dla pasjonatów fotografii lotniczej. Nie bez znaczenia jest tu też aspekt finansowy ponieważ profesjonalne szkła ze stajni Nikona czy Canona o zakresie 600mm i świetle F4 kosztują zdecydowanie więcej. Zresztą popatrzcie na zdjęcia i oceńcie sami. Więcej zdjęć w galerii z Radom Air Show 2017.

 

f5.6, 300mm, ISO 200, 1/1000s